Bezimienni - Bezimienny Portal Metamuzyczny
Strona główna arrow Artykuły arrow "Rzeczywistość pełna kontrastów" - wywiad z kompozytorem Teatru Polskiego
"Rzeczywistość pełna kontrastów" - wywiad z kompozytorem Teatru Polskiego Email

By Wiktor Wandort, on 20-07-2009 19:54


 Pod koniec czerwca w Filharmonii Żytomierskiej na Ukrainie odbyła się uroczysta premiera spektaklu zamykającego niezwykle udany, debiutancki sezon działalności Teatru Polskiego im. J.I. Kraszewskiego.Z tej okazji zapraszamy na cykl wywiadów z twórcami sztuki "Pokaż światu mnie...", bazującej na życiu i działalności świętego Franciszka z Asyżu. Na początek przepytaliśmy kompozytora muzyki - Andrzeja Wojaczka.
 
 
 
W wywiadzie udzielonym TV Polonia powiedziałeś, że podczas komponowania muzyki do Balladyny musiałeś na nowo zinterpretować dramat Słowackiego…

AW: Balladyna jest sztuką, której fragmenty omawiane są zwykle na lekcjach języka polskiego. Z tych skrawków uczeń mylnie wnioskuje, iż ma do czynienia z baśnią. Pojawiają się przecież w tekście dwie urocze siostry i ich stara matka, jest królewicz, jest czarownica. Tymczasem prawda znacznie różni się od wyobrażeń, wali obuchem w głowę. Dramat Słowackiego to mroczna, ociekająca krwią i seksem historia. Muszę przyznać, iż pierwsza rozmowa z reżyserem dotycząca spektaklu kompletnie wytrąciła mnie z równowagi. Mikołaj Warfołomiejew zrobił z „niewinnej” Balladyny zwykłą prostytutkę. To niezwykłe, ale literacka interpretacja dramatu (nawet bardzo wnikliwa), nie prowadzi do wyciągania podobnych wniosków. Dlatego musiałem zmienić dotychczasowy sposób postrzegania sztuki, dostosować moją muzykę do mrożącej krew w żyłach adaptacji. Stąd ten mrok, niepokój, duszna, oleista atmosfera.

Czym, wobec tego, różni się muzyka do Balladyny od muzyki, którą skomponowałeś do Świętego Franciszka?

AW: Praktycznie i technicznie wszystkim, choć – przyznaję – pierwsze takty mogą tej różnicy nie zwiastować. Otóż wykombinowałem sobie, że Franciszek rozpocznie się tym, czym muzycznie kończyła się Balladyna. Stąd prolog utrzymany w mocno zrytmizowanej formie. Kurtyna idzie w górę, kończy się introdukcja i dopiero od tego momentu słyszalna staje się zmiana stylu i konwencji.

W muzyce jest więcej fragmentów lirycznych.

AW: Zdecydowanie. Opowiadamy przecież o świętym Franciszku, biedaczynie z Asyżu, Bożym prostaczku, wygłaszającym czasami kazania do ptaków. Oczywiście znacznie upraszczam sprawę, ale to między innymi dlatego w muzyce jest więcej przestrzeni, oddechu, więcej ciepłych, pogodnych tonów. Rzecz jasna nie przez cały czas [śmiech]. Franciszek nie był przecież postacią jednowymiarową, nieszkodliwym nudziarzem. Był człowiekiem głęboko rozdartym: z jednej strony dążył do „Radości Absolutnej”; z drugiej strony miał świadomość ograniczeń, płynących z gnuśnej, ludzkiej natury. Świat Franciszka był pełen kontrastów: słońce, ptaki, piękno ścierały się z  brudem, trądem, krwawymi krucjatami religijnymi. Te właśnie różnice chciałem uwydatnić w muzyce, stąd mniej więcej od połowy dźwięki zmierzają w bardziej mroczne rejony, towarzyszą Franciszkowi w jego rozterkach i momentach zwątpienia. To jest zresztą jakieś uniwersum: dziś też ciągle walczymy, ideały narażone są na ośmieszenie, wykpienie. Łatwiej nam-ludziom stanąć po ciemnej stronie mocy, niż starać się dążyć do jakiegoś pułapu doskonałości.

Reżyser spektaklu Mikołaj Warfołomiejew wielokrotnie podkreślał, iż kluczową sceną jest moment nałożenia stygmatów na głównego bohatera…

AW: Rzeczywiście, spędziliśmy wiele godzin na omówieniu tej sceny. Chcieliśmy uniknąć popadnięcia w banał, o co bardzo łatwo w takich chwilach. Nie ukrywam, że wzorowaliśmy się na filmowej Pasji Mela Gibsona. Nałożenie stygmatów na Franciszka miało w zamyśle wstrząsnąć widzem, dać mu do myślenia. Miała nam w tym pomóc cisza…

???

AW: Dobrze słyszałeś: cisza [śmiech]. Nie zamierzam zdradzać sekretów reżysera! Powiem tylko, iż Mikołaj doznał wizji. W jednej chwili zakrzyknął: „Andrzeju, potrzebuję ciszy, która krzyczy!”. Wyobrażasz to sobie? Otrzymałem zlecenie na „ciszę, która krzyczy”. Wykonałem je – z jakim skutkiem? Widzowie ocenią…

Jak przebiegał sam proces komponowania muzyki?

AW: Jak na moje standardy – dość systematycznie [śmiech]. Uwinąłem się z tym w dwa miesiące, skończyłem na początku kwietnia. W tym czasie powstało blisko 70 minut zróżnicowanej muzyki, która wymagała ode mnie zastosowania wielu nowych rozwiązań technicznych. Po raz pierwszy wykorzystany został chór, który sprawił, iż niektóre partie zabrzmiały bardzo podniośle, wręcz monumentalnie. Część spektaklu rozgrywa się w Ziemi Świętej. Pojawiła się więc konieczność zaakcentowania klimatów bliskowschodnich. Korzystaliśmy z najprzeróżniejszych instrumentów etnicznych właściwych tamtejszej kulturze. Postanowiłem w sposób spójny, a jednocześnie przystępny dla widza i słuchacza połączyć świat Wschodu i Zachodu – dlatego, jeśli chodzi o kwestie techniczne, muzyka była dla mnie wyzwaniem. Jeśli zaś chodzi o przelewanie pomysłów na papier, sprawa poszła bardzo gładko. Tematy spływały jeden po drugim. Wystarczyło je tylko zapisać.

Muzyka, wbrew temu co mówisz, sprawia wrażenie bardzo spójnej stylistycznie. Z jednym wyjątkiem…

AW: Mówisz zapewne o fudze [śmiech]. Masz rację. Jest taka scena w spektaklu, w której upersonifikowane Światło i Ciemność prowadzą zażartą dysputę, toczą słowny bój na argumenty. Reżyser, który jest wielkim fanem Bacha, wymyślił sobie, że ten dialog powinien zostać zilustrowany formą fugi. Zwykle sam aranżuję muzykę ale w tym wypadku postąpiłem inaczej. Skomponowałem temat i oddałem go w ręce Żanety [żony kompozytora – przyp. wikwan]. Dałem jej całkowitą swobodę. Powiedziałem tylko, że musi zmieścić się w dwu i pół minutach. Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Uważam ten fragment za coś wyjątkowo pięknego.

Wiem, że tak jak w przypadku Balladyny, tak i teraz możemy spodziewać się ścieżki dźwiękowej w wersji płytowej. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

AW: Płyta ukaże się pod koniec listopada. Zostanie wydana w trzech wersjach językowych: angielskiej, ukraińskiej i polskiej. Nad całością czuwa jak zwykle Rafał [Wojaczek, brat kompozytora, realizator dźwięku – przyp. wikwan], który pilnuje, żeby wszystko zabrzmiało jak należy. Pracujemy obecnie nad doborem ścieżek, nad właściwym ich rozmieszczeniem. W sumie na płycie znajdzie się około 40 minut muzyki ilustracyjnej.

Czym inspirowałeś się podczas komponowania muzyki do przedstawienia?

AW: Brakuje mi czasu na inspirację. Być może kiedyś spotka mnie luksus wyjazdu do – powiedzmy – Ziemi Świętej, by tam szukać inspiracji dla swojej twórczości – choć, przyznam, nie wiem, jak taka „inspiracja” ma wyglądać. Muzykę, podobnie jak historie, się wymyśla. Siada do fortepianu, opuszcza palce na klawiaturę i wyłapuje interesujące dźwięki. Te przychodzą, raz wcześniej raz później. To wbrew pozorom ciężka praca, nie wolno się zniechęcać, ale raczej nic na siłę. To tak jakbyś wybrał się na spacer do lasu z mocnym postanowieniem: „dziś muszę zobaczyć dzika, sarnę i lisa”. Nic z tego! Im bardziej będziesz się rozglądał po krzakach, tym mniej zobaczysz. Trzeba się odprężyć, rozluźnić, spacerować od niechcenia, myśleć o niebieskich migdałach, wtedy możesz być pewien, że spotka Cię miła niespodzianka…


   

Users' Comments  
 

Average user rating

 


Dodaj komentarz
Imię
E-mail
Tytuł  
 
Comment
 
Available characters: 600
   Notify me of follow-up comments
   
   

Brak komentarzy...



mXcomment 1.0.4 © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
Oceny: / 8
KiepskiBardzo dobry 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »