| By Wiktor Wandort,
on 17-07-2008 19:43
|
17 lipca 1998 roku swoją premierę miała druga długogrająca płyta Bezimiennych. W dziesiątą rocznicę jej ukazania się, przybliżamy kulisy powstania „Przebudzenia” – albumu uznawanego dziś za szczytowe dokonanie klasycznego składu zespołu.
Piosenki mające znaleźć się na drugim studyjnym materiale Bezimiennych powstawały głównie na przełomie lata i jesieni 1997 roku. Dobiegła właśnie końca trasa koncertowa promująca debiutancki album, w zespole nastąpiły drobne przetasowania personalne: miejsce Grzesia zajął Jasiu Grzenia niezwykle zdolny gitarzysta. Okres wakacji sprzyjał częstym próbom, które stały się prawdziwą „wylęgarnią” bezimiennych hitów. Biografowie grupy są w tej kwestii zgodni: na lata 1997-1999 nazywane „złotym okresem” przypada czas największej aktywności twórczej muzyków; prócz lidera (produkującego przeboje w imponujących ilościach) owoce swojej weny zbierali i z dumą prezentowali i gitarzyści i wokalistka oraz menadżer. Nawet słynący z analitycznego umysłu klawiszowiec Wojaczek Młodszy „popełnił” w tym czasie kilka autorskich kompozycji. To właśnie owa twórcza eksplozja dała tytuł drugiemu albumowi: „Przebudzenie” miało pokazać zespołowe oblicze Bezimiennych. Nowe piosenki ogrywano zimą i wczesną wiosną na próbach. Najciekawsze – zdaniem muzyków – utwory przemycano i włączano do repertuaru licznych w tym czasie koncertów. Powiedz mi czemu, Ostania chwila, Lękasz się ciszy, Łódź, Zamiast walentynki znane były na długo przed ich studyjną rejestracją. Ta nastąpiła zaś na przełomie marca i kwietnia 1998 roku. Muzycy zdecydowali się ponownie na rybnickie studio Rondo Music. Nagrania przebiegały wyjątkowo sprawnie: na pierwszy ogień poszły podkłady, do których systematycznie dogrywano pozostałe instrumenty. Końcową fazą nagrań była rejestracja partii wokalnych. Sesja nagraniowa „Przebudzenia” zdążyła obrosnąć legendą. Niezwykle luźna atmosfera panująca w studiu rzutowała bezpośrednio na powstające piosenki. Muzycy przybywali na miejsce nagrań w stanie totalnego rozbawienia wynikającego z podróży fiatem 126p wypchanym po brzegi pudłami, futerałami, instrumentami oraz czterema pasażerami. – Nasz „maluch” swoje najlepsze lata miał dawno za sobą – wspominają muzycy. – Kiedy wjeżdżaliśmy na rondo niespodziewanie otwierały się drzwi od strony pasażera. Kiedy próbowaliśmy je w pędzie zatrzasnąć, otwierały się drzwi po stronie kierowcy. I tak w kółko… Wybuchy śmiechu budziła również gra na gitarze na „cztery ręce” – w taki oto sprytny sposób radzono sobie z wykonywaniem co trudniejszych partii i zagrywek. Zdarzały się momenty dramatyczne: podczas nagrywania wokalu do country’owego Wstrzymaj czas wiara zamknęła się w reżyserce i bezczelnie rozśmieszała walczącego z utworem Andrzeja. Ten źle obliczył oddechy i ostatnie takty piosenki pociągnął heroicznie na jednym wydechu. Ni stąd ni zowąd zniknął gawiedzi z pola widzenia. Minęło kilkanaście sekund zanim go ocucono… Próby wokalne Jasia nieodmiennie wprawiały w szampański humor realizatora Roberta Jeżewskiego, który zwykł porównywać je do „Janosika zarzynającego się przy goleniu”. Do historii przeszły niekończące się podejścia Andrzeja do gitarowego zakończenia w Wesołej piosence; nie pomogły „dyrygenckie” zapędy Jasia, nie pomogły karkołomne hołubce realizatora próbującego wskazać odpowiedni moment uderzenia w struny – udało się przypadkiem, jakimś cudem nie wyłączono wówczas taśmy. Filigranowa postać wokalistki utrudniała zaś odpowiednie ustawienie statywu mikrofonowego; słuchawki zakładane jej na głowę przypominały ogromne anteny satelitarne zdające pochłaniać całą twarz Agnieszki. Zdarzały się i momenty romantyczne: część partii wokalnych lider nagrał w obecności swojej ówczesnej dziewczyny, której zresztą zadedykował album. Na przestrzeni lat część fanów wyrobiła sobie własną wersję powstania tej płyty. Do dziś krążą legendy o rzekomo zarejestrowanych lecz nieopublikowanych nagraniach powstałych w czasie sesji. Mity rozwiewa klawiszowiec: – W tamtym czasie do studia przychodziliśmy z listą konkretnych utworów, które miały się znaleźć na kasecie. Nie było kombinowania, przebierania, to przyszło później. Faktem jest, iż podczas sesji nagraliśmy tylko Przebudzenie, które do dziś nie zostało wydane. Ale to tylko jedna piosenka… Jedna, za to wyjątkowa! Kompozycja Wojaczka do tekstu napisanego wespół z menadżerem spina klamrą główne wątki podejmowane na płycie, ot swoista tekstowa suita, niezwykle chwytliwa kompozycja, rozpisana na głosy, uwzględniająca instrumentalne popisy wszystkich muzyków była przez długi czas żelaznym punktem koncertowym, utworem, którym Bezimienni zwykle kończyli swe występy. Premiera "Przebudzenia" odbyła się 17 lipca 1998 roku. Na jej potrzeby zespół przygotował dla swoich fanów specjalne śpiewniki zawierające teksty i chwyty gitarowe nowych piosenek. Zadbano również o koszulki z okolicznościowym nadrukiem. Koncert dla przepełnionej sali muzycy rozpoczęli od… nieuwzględnionego na kasecie Przebudzenia. Po nim odegrano cały nowy materiał. Bisowano ponownie Przebudzeniem rozciągniętym tym razem do blisko kwadransa oraz zagraną na folkowo Drogą do domu. Nim jednak doszło do uroczystej premiery nie obyło się bez sytuacji stresowych. Dzień wcześniej Andrzej z menadżerem Heńkiem Płatkiem wybrali się do Brzeska, gdzie mieszkał właściciel wytwórni muzycznej, po odbiór kaset. Wracali z kartonami wypełnionymi setkami kaset. W dniu premiery dotarły również koszulki, śpiewniki zaś kurier dowiózł na godzinę przed rozpoczęciem koncertu. Okładkę kasety zaprojektował rybnicki artysta-amator Tomasz Wiatr. Przedstawia ona drzewko bonsai we wszystkich porach roku. Tytuł, wymyślony przez Henryka Płatka symbolizuje twórcze przebudzenie członków zespołu. Części fanów kojarzy się on jednak z miłosną tematyką części tekstów. Skład komputerowy okładki wykonali Marek z Andrzejem przesiadując godzinami w mieszkaniu gitarzysty. Przygotowali oni również specjalne zaproszenia wystosowane do przyjaciół zespołu. Dostarczyli je osobiście Jasiu (jako pierwszy dysponujący wtedy własnym wozem) oraz Andrzej (przebrany za listonosza). 30 lipca Bezimienni zainaugurowali trasę koncertową „Przebudzenie Tour”, która trwała z przerwami do końca listopada i obejmowała blisko czterdzieści (!!!) koncertów. Piosenki z "Przebudzenia" do dziś ciszą się wielką popularnością (choć Andrzej nieustannie przebąkuje o tym, iż najchętniej nagrałby je jeszcze raz), prezentowane na festiwalach zdobywały nagrody i wyróżnienia, były emitowane w telewizji i w radiu. Nieustanna promocja koncertowa kasety przełożyła się na rekordową, jak na lokalny status zespołu, liczbę sprzedanych egzemplarzy i przyczyniła się do uznania "Przebudzenia" najpopularniejszym materiałem grupy. Przypomnijmy: w dniu premiery najstarszy członek Bezimiennych miał lat 19, najmłodszy 13. Młodości, dodaj nam skrzydeł! |
|
|