Bezimienni.com
Start arrow Artykuły arrow In Studio...
In Studio... PDF Drukuj Email

By Wiktor Wandort, on 05-10-2007 16:04



Delikatna nuta dekadencji…

– Nagrywaliśmy już w różnych dziwnych miejscach, ale to jest naprawdę wyjątkowe – przyznaje engineer, osoba współodpowiedzialna za właśnie powstający nowy album Bezimiennych.

Znajdujemy się w obszernej bibliotece. Ściany podpierają, sięgające sufitu, ogromne regały, uginające się pod ciężarem książek. Drewnianą podłogę przykrywa grupy dywan, teraz zwinięty do połowy. Na środku plątanina kabli, stojaki pełne gitar, wieże wzmacniaczy, pianino (z którego – jak twierdzi Marek – wydobywane są wszystkie dźwięki, prócz dźwięku pianina…). Nieco z boku, przypominające uzbrojoną redutę, stanowisko realizatora. Ekrany monitorów rozświetlają przytulny półmrok. Pytam, skąd wytrzasnęli takie miejsce?

– Ojciec Drzewoza pracuje w branży budowlanej. Jego firma zajmuje się renowacją zabytków. Uśmiechnął się do właściciela tego pałacyku, a ten pozwolił nam zainstalować się tu na parę dni. Klimat jest niesamowity…

Istotnie, udziela się atmosfera tego miejsca. Z jednej strony spokój, cisza kontrastująca z jazgotliwym światem zewnętrznym; z drugiej strony mrok, aura jakiejś tajemnicy. – Przenosimy panujące tu fluidy na taśmę. Płyta ma być wypadkową zebranych podczas nagrywania doświadczeń. W piosenkach czai się błogi spokój podszyty pewną dozą niepokoju, delikatną nutą dekadencji – śmieją się muzycy. Takie deklaracje w ustach Bezimiennych brzmią wyjątkowo intrygujące; dotychczas płyty zespołu powstawały tak, jak zwykle powstaje pizza: mieszano najróżniejsze składniki (czasem bardzo różne), ugniatano i wypiekano.

To prawda. Nigdy niczego nie zakładaliśmy z góry, braliśmy pomysły jak leci. Czasami sprawdzało się to bardziej, czasami mniej… Planowanie czegokolwiek w najdrobniejszych szczegółach nie jest najlepszą metodą. Plany na kartce papieru wyglądają apetycznie, w rzeczywistości jest już z tym różnie. Rzeczywistość koryguje plany, odkryliśmy Amerykę, wiem…

 Nawiedzona sesja…

Biblioteka jest podobno strasznym miejscem… O tak! Ten przybytek jest zdecydowanie nawiedzony. Wyobraź sobie, że nie można tu nastroić gitar, powietrze jest wręcz nabrzmiałe od emocji. Co chwila gaśnie światło, skrzypi podłoga, słychać ją w nagraniach…

Opowiedzcie o tej sesji. Jest podobno specyficzna. Nagrywanie w nawiedzonych miejscach jest teraz bardzo modne. Każdy nagrywa w jakimś nawiedzonym miejscu. Postanowiliśmy dołączyć do tego trendu. Nasza czwórka przemieszcza się z miejsca na miejsce jak stado wampirów. Pod koniec sierpnia nagrywaliśmy w pralni, w której podobno zasłabło kilkoro osób. To dopiero była sprawa: wszędzie porozwieszane białe firany, odrapane ściany, odpadające kafelki, głos taki trochę blaszany. Wędrujemy szlakiem upiornych miejsc, karmimy się emocjami, jak – nie przymierzając – rasowe blackmetalowe kapele. Rafał na przykład bierze ostatnio udział w wielu podejrzanych imprezach: zwiedzał opuszczony szpital zakaźny, nagłaśniał dawne prosektorium. To wszystko wyraźnie odbija się na jego psychice.

Marek z kolei, nie rozstaje się ze swoim kotem. Podobno przynosi mu szczęście, działa jak talizman. Jak powszechnie wiadomo w starożytności kot był zwierzęciem świętym. W średniowieczu kojarzono go z czarownicami. Może to i prawda? Faktem jest, iż gitarzysta Bezimiennych ma pewne kłopoty z utrzymaniem rytmu i czasem ogon kota z powodzeniem zastępuje mu metronom.

Inspiracje…

Jak brzmią nowe piosenki? To jedno z najczęściej zadawanych obecnie pytań. Jak brzmią? Po staremu. My się jakoś specjalnie nie zmieniliśmy. Andrzej, owszem, lubi stylistyczne zmiany, czasem gdzieś go nosi, ale u nas panuje względnie umiarkowana demokracja. Nie wszystkie wybryki lidera przyjmujemy z otwartymi ramionami. Jesteśmy teraz starsi, bardziej wysportowani i silniejsi. Możemy się spierać!

Jakieś nowości? Wiesz, nie możemy ci jeszcze niczego puścić, spalilibyśmy szykowaną niespodziankę na panewce. Ale, owszem, jakiś powiew świeżości odczujesz. Jest więcej bluesa, progresywnego country, cokolwiek to znaczy…

Muzycy chwalą się, że na płycie znajdą się tym razem same nowości. Przezornie wcześniej zamknęli prace nad antologią niepublikowanych dotąd nagrań. Żeby nie kusiło – uśmiecha się tajemniczo Marek. Kompozycje rodziły się spontanicznie; część powstała podczas wspólnych „gitarowych nasiadówek”, część zrodziła się w głowie Andrzeja. Niektóre zostały zainspirowane ukraińskimi wojażami lidera, który do niedawna obiecywał przemycić w piosenkach wschodni folklor. Ukraina jest magiczna – wyznaje. – Zaczarowana. Sięgające horyzontu, bezkresne przestrzenie, wszechobecna zieleń, specyficzny kolor nieba; to wszystko bardzo mocno inspiruje.

Już niebawem…

Spędziłem z zespołem blisko dwie godziny. W końcu mój trud został wynagrodzony. Na odchodnym z głośników popłynęły dźwięki nowej kompozycji. Pomyślałem, że rację miał nieobecny dziś J.J. Usłyszałem zwariowany, pulsujący rytm, któremu towarzyszyła jazgotliwa gitara. Myślę, że wszystkich nas czeka nie lada zaskoczenie…


   

Users' Comments  
 

Average user rating

 


Dodaj komentarz
Imię
E-mail
Tytuł  
 
Comment
 
Available characters: 600
   Notify me of follow-up comments
   
   

Brak komentarzy...



mXcomment 1.0.4 © 2007-2008 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
Oceny: / 2
KiepskiBardzo dobry 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Katalog stron INPLUS