| By Andrzej Wojaczek,
on 02-11-2007 20:01
|
Szok. Niedowierzanie. Mirek Breguła nie żyje. Powiesił się na pasku od spodni we własnym mieszkaniu. Gdyby chociaż miał wypadek samochodowy. Wylew. Zawał serca. Cokolwiek. Popełnił samobójstwo. Powiesił się. Zawsze pogodny, uśmiechnięty. Kochał życie, wino, kobiety i śpiew. Potrafił cieszyć z każdej, najmniejszej drobnostki. Taki święty Franciszek od zwykłej, zaokiennej codzienności. Powiesił się. Na pasku od spodni. Trudno w to uwierzyć. Pogodzić się z jego śmiercią będzie jeszcze trudniej. Nie żyje. Przestał istnieć. Skończył ze sobą. Myślałem, że tacy jak on żyją wiecznie. Niezniszczalni, kuloodporni, opancerzeni, niezatapialni. Myliłem się. Któryś wiatr zabierze i mnie… Zabrał go bezlitosny powiew szaleństwa. Przesłonił słońce, któremu przecież zawsze był wierny, jak mało kto. Przywiał dławiącą chmurę rozpaczy, wydając okrutny rozkaz. Cieszyłem się z jego ostatniej płyty jak dziecko. Hej, hej, bierz wino i lej… Myślałem sobie: wracają na dobre. Pełni entuzjazmu, optymizmu. Zrelaksowani, na luzie. Euforia nie trwała zbyt długo. Skończyła się dziś, po przeczytaniu doniesień prasowych. Zimnych jak lód. Mirek Breguła nie żyje. On taki fajny gość… Będzie mi go brakowało. Odszedł przede wszystkim przyjaciel, wspaniały nauczyciel, którego wrażliwość dała mi więcej niż niejedno seminarium pedagogiczne. Trudno stawiać kolejne słowa. Zwłaszcza dziś, drugiego listopada, w ten najsmutniejszy ze smutnych Dni Zadusznych. Słońce już nigdy nie będzie świeciło tak samo. Straciło jeden ze swoich promieni. Bezpowrotnie. Wierzę, że przywołał tę śmierć. A może to fałsz, że każdy przeczyta KONIEC? A może to ja zaproszę ją kiedyś do mnie? Płyń, Mirku. Latawcem marzeń na drugą stronę tęczy. Nocą mam wiarę w cud, że gdzieś jest Bóg… Od dziś będziesz Mu grał i śpiewał te swoje małe „cudeńka”, pewnie się uśmiechnie, słysząc Czeski film… Mógłbym opowiadać przez cały dzień, a potem jeszcze tydzień albo dwa… Dziękuję Ci, Mirku, Wielki Poeto. Twoje myśli zostaną w nas, zostaną we mnie na zawsze. Zostaną w naszych piosenkach… Jest jak jest, los dał ile chciał. Obym tylko wiarę w cuda aż do końca miał. Któryś wiatr zabierze i mnie. Chciałbym godnie świat zostawić, chociaż boję się…
|