| By P.K.,
on 04-11-1999 00:00
|
Po bardzo udanym koncercie w Clarksdale, wrzuciłem gitarę do kejsa, ukłoniłem się jeszcze raz i jak zwykle bez fejerwerków poszedłem w kierunku mojej budy. Byłem już na schodkach prowadzących ze sceny, kiedy drogę zaszedł mi rosły Murzyn i powiedział: "Thanks for keepin them blues alive!". Normalnie, potężny facet, w starym kapeluszu i z uśmiechem dziecka na twarzy, mógłby jedną dłonią wbić mnie całego do ziemi. Oh, man, to był sam Big Jack Johnson!
Urodził się w mieścinie Lambert (stan Missisipi), w 1940 roku. Zachęcony przez ojca-muzyka wycinał niesamowite solówki już w młodym wieku. Sam talent to nie wszystko. Mawia się, że człowiek must be the right place at the right time (musi być na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie), aby zdobyć sławę i uznanie na całym świecie. Big Jack Johnson był… zawsze w innym miejscu i o niewłaściwej porze. Został doceniony przez ludzi po latach ciężkiej pracy. Może to i lepiej, że nie wchłonęła go jedna z ogromnych firm fonograficznych, bo mógłby „popiskiwać jak Britney!´- śmieje się Mr Johnson i zaraz dodaje – „So you know I have to try to bang around and do my own stuff and try to get out here so people can hear me, 'cause really I haven't been where people could see what I had for them”. Pierwszą płytę nagrał w słynnym studio Sun Studios in Memphis w 1964. Wraz z kumplami (klawiszowiec/harmonijka ustna Frank Frost i perkusja Sam Carr) stworzyli grupę, która w światku bluesa zwana jest Idealnym Trio. Do 1978 grali pod nazwą The Nighthawks, a później jako Jelly Roll Kings. Zagadnięty o tematykę swoich tekstów, zasępił się i odpowiedział: „Wiesz, man, ja to zawsze pisałem o tym, co mnie otacza. Trzeba tu trochę pożyć, w Clarksdale, żeby to poczuć, man. Wiesz, man, widziałem tyle przemocy i zła na tym świecie, że nie można tego przemilczeć. Kojarzysz „We Got To Stop This Killin”? Przytaknąłem i w głowie przeleciał mi fragment: „Teraz dzieci rodzą się z bronią w swych rękach, całe cholerne narody będą dokładnie zmiecione” Wielkie aglomeracje, kupa luda, więcej przemocy, całe to gówno widziałem i tu, i w Japonii, i w Europie, kiedy tam grałem. Nie można narzekać, ale trzeba to ludziom uświadamiać. Wiesz, man, jak mieliśmy przerąbane za to, że jesteśmy Murzynami? Trochę się zmieniło, man, na lepsze. Only Jesus save us! – wznosi toast i uśmiecha się. Niesamowity gość… A co z country i western? Big Jack słuchał tej muzyki w rodzinnym domu i mistrzowsko łączy motywy country z bluesem. Zgadało się coś o idolach i Jack rzekł: „Moim największym idolem jest B.B. King, Robert Nighthawk, Sonny Boy Williamson, niesamowite chłopaki! Grałem z nimi niesamowite koncerty.” Łączy nas nagromadzenie wyrazów „amazin’” i „blues” w jednym zdaniu. Pasja… Lubi popisywać się techniką slide w solówkach. Wyraża w ten sposób potencjał emocji tkwiący w tekstach. W 1998 graliśmy w salce pod podstawówką w Gaszowicach:

|
|
|