| By Andrzej Wojaczek,
on 19-10-2007 18:04
|
Wybrałem się na Katyń. Wyszedłem wstrząśnięty. Powie ktoś, że uderzam w patetyczne tony, powtarzając utarty i modny w takich okolicznościach przymiotnik. Być może… Nie zawahałbym się jednak po raz wtóry użyć tego słowa. Najnowszy film Wajdy wstrząsnął mną widzem, ale bardziej wstrząsnął mną jako człowiekiem-Polakiem. Paradoksalnie, samego Katynia w Katyniu jest niewiele, kilka minut zaledwie. To końcowe sceny, porażające zresztą sceny egzekucji polskich oficerów. Leśna, „hucząca” cisza, szamotanina zdezorientowanych, oszalałych z przerażenia mężczyzn, głuche, pojedyncze strzały i warkot spychaczy, zasypujących doły wypełnione bezwładnymi ciałami – to robi wrażenie. Ale nie największe… Tematyka – jak przypuszczam – jest dość jasna. W kwietniu 1940 roku Sowieci rozstrzelali w Katyniu tysiące polskich oficerów. Winą obarczyli Niemców, kiedy ci odkryli masowe groby i ogłosili ten fakt światu. Ludobójstwo, inne słowo nie przychodzi i przyjść do głowy nie może. Potworna zbrodnia, która do dnia dzisiejszego nie została całkowicie wyjaśniona. To właśnie boli w tym filmie! Boli bardzo, jednak nie najbardziej… Najbardziej szokuje ukazanie sytuacji jaka zapanowała w Polsce tuż po zakończeniu wojny. Swoista, komunistyczna „zmowa milczenia”, temat tabu, poruszanie którego groziło wtrąceniem do więzienia, torturami, represjami, Bóg wie, czym jeszcze. Wyzwolenie w 1945 roku, zamiast spodziewanego kresu okropności, jakich Polacy doświadczyli w ciągu sześciu lat wojny, przyniosło blisko pięćdziesięcioletni okres nowych zaborów, jeszcze straszniejszych niż te sprzed lat. Film Wajdy portretuje losy kilkoro bohaterów, którym sprawa katyńska zrujnowała życie. Towarzyszymy Annie, uparcie czekającej na powrót męża z niewoli; śledzimy losy nieugiętej żony polskiego generała; obserwujemy zmagania siostry zamordowanego w Katyniu pilota, której jedynym celem jest postawienie bratu nagrobka, prawdziwego nagrobka, wolnego od całego tego zakłamania. Dzielimy ich rozpacz, ich tragedię, paraliżującą niemoc w walce z bezdusznym systemem. Jest w tym filmie scena, która na krótką chwilę przywraca uśmiech na twarzy widza. Oto młoda dziewczyna, w piękny wiosenny dzień, poznaje przystojnego, młodego chłopca. Owo przypadkowe spotkanie jest początkiem uczucia. Rozmarzona para umawia się do kina. Zachęca ich do tego afisz „Świat się śmieje”. Młodzi rozstają się w rozanieleniu. Kilka chwil później chłopak ginie pod kołami samochodu ścigającego go patrolu. „Świat się śmieje…” Smutny to film, mówiący o czarnych kartach naszej historii, o sprawach, które do dziś ranią i bolą.
|
|
|