| By Administrator,
on 02-09-2008 08:07
|
Na próżno wklepywać w Google ksywę Fretkillr. Nie znajdziemy żadnych informacji o tajemniczym gitarzyście. Wygląda na to, że Fretkillr jest postacią o wiele bardziej anonimową niż Kremek. Chroni swoją anonimowość niezwykle ostrożnie, a przy tym wypuszcza kolejne kawałki na gitarze akustycznej, powiększając stale grono wiernych fanów. Po roku działalności na Youtube.com, zgromadził wokół siebie ponad 10 tysięcy stałych subskrybentów, oferuje ponad 110 klipów z utworami własnej kompozycji, jak i coverów. Jego profil może pochwalić się 350 tysiącami wejść i dziennie przybywa kilkaset nowych. Ten bezimienny artysta nie ujawnia żadnego szczegółu na temat swojej osobowości. Dziennie jest zasypywany pytaniami, na które nie odpowiada osobiście. Cały swój czas poświęca na tworzenie i doskonalenie kunsztu muzycznego. „Jestem muzykiem samoukiem, który nauczył się gry na gitarze poprzez słuchanie ulubionych nagrań. Miłość do folku, bluesa, bluegrass, country, rocka, ragtime i jazzu pozwoliła osiągnąć obecny poziom i nauczyć się technik flatpicker i fingerpicker.” Każdy, kto usłyszał wykonanie „What a wonderful Word” czy „Take Me Home, Country Road” na pewno zapragnąłby tak grać. Zresztą, co tu dużo pisać, posłuchajmy:
What a wonderful worldTake Me Home, Country RoadZadałem mu pytanie, dlaczego z takim talentem pragnie zachować anonimowość i nie chce zdobyć sławy w realnym świecie. „Platforma Youtube pozwala mi dzielić się z wami moją muzyką i jednocześnie zachować anonimowość. Cała ta strona przeznaczona jest jedynie dla rozrywki i przyjemności. Nie zamierzam w ten sposób zarabiać na utrzymanie. Satysfakcję sprawiają mi pozytywne komentarze pod klipami i dobre słowo przeczytane od słuchaczy.” Na pytanie o sposób filmowania swoich przedstawień, odpowiada: „Nie chcę, aby traktowano moje utwory jak lekcje gry na gitarze. Tak mi jest wygodnie i mogę nie pokazywać twarzy.” Bezimienny gitarzysta z Long Island osiągnął wielki rozgłos, pozostając w ukryciu. Należy dziękować Bogu, że mamy techniczne możliwości, aby zapoznać się z jego twórczością. Gdyby Fret Killer urodził się sto lat wcześniej zbieralibyśmy strzępy legend krążących wokół ciemnoskórej ludności Ameryki i doszukiwalibyśmy się w jego następcach śladów inspiracji wielkim talentem. Dziś możemy w zaciszu domu, w szlafroku i papilotach chłonąć ponadczasowe dźwięki płynące z kina domowego wpiętego w Sieć. Postać Fret Killera jest również przykładem, że nie trzeba pakować setek tysięcy baksów w słodkie buzie Justinów, Diody, Dody, aby przyciągnąć publiczność. Alleluja’h! Kanał Fret Killer na Youtube.com |
|
|