Jak już wcześniej informowaliśmy, tytuł podobno trafnie odzwierciedla stosunki panujące wewnątrz grupy. - Nagrania przebiegają bardzo sprawnie - mówili podekscytowani muzycy. - Szkoda nam czasu na zbędne dywagacje. Przychodzimy, odsłuchujemy wcześniejszy materiał, grzejemy piece i wciskamy "record". Tak w kółko...
Za stronę graficzną minialbumu odpowiada tradycyjnie Zenon Nowak, nadworny grafik zespołu. - Płyniemy pod piracką banderą, na jednej tratwie, w tym samym kierunku, w nieznane - tłumaczy ilustrację Andrzej Wojaczek. - Właśnie mija dziesięć lat od ukazania się "Łodzi", "muchachos" puszczają oko w przeszłość durną i jurną... Nigdzie nam się nie spieszy, nikt nas nie pogania, z nikim nie rywalizujemy, nie ścigamy się. Robimy to, co sprawia nam przyjemność.
Marek Płatek dopowiada: - Mamy wspaniałe rodziny, ciasne ale własne grono wiernych przyjaciół. Dzięki dobrowolnemu "zejściu ze sceny" gramy kiedy chcemy, co chcemy i dla kogo chcemy. Czasem fani dają się we znaki i trzeba uciekać spod marketu, ale ogólnie nie ma presji.
Pytam o trzyosobową załogę tratwy Bezimiennych: - Od piętnastu lat ta sama trójca: Andrzej, Rafał i Marek. A co z Drzewozem? - J.J. jest współproducentem płyty, cenzorem, dobrym kumplem. Jeśli przez następne piętnaście lat będzie się udzielał tak, jak udziela się obecnie, wtedy być może zasłuży sobie na członkostwo w grupie. Musi się starać...
Na tratwie panuje błoga atmosfera, pełen luz. Nie mogę jednak nie zapytać o drąg w ręku jednego z muzyków. - Już poeta Herbert zauważył, że z prądem płyną tylko śmieci - wyjaśnia lider. - Czasem trzeba się ostro nawiosłować, żeby nie dać się ponieść zdradzieckiemu nurtowi. Drągiem można się również skutecznie odepchnąć...