| By Wiktor Wandort,
on 09-06-2007 14:30
|
Bezimienni nie próżnują. Kończą prace nad zapowiadaną od dawna antologią archiwalnych nagrań. W oczekiwaniu na internetowy, promocyjny zwiastun zestawu prezentujemy Wam wywiad, jaki przeprowadziłem z muzykami na początku maja.
Skąd właściwie pomysł na antologię? Od jakiegoś czasu pojawiają się pogłoski o zakończeniu kariery Bezimiennych. Czyżbyście w ten sposób zamierzali pożegnać się ze swoimi fanami? J.J. DRZEWOZ: Bezimienni istnieją i mają się dobrze, co widać na załączonym obrazku (śmiech). Po prostu sprzątamy, odkurzamy stare taśmy, porządkujemy zespołowe archiwa. Wszystkie te skamieliny moglibyśmy zwyczajnie wyrzucić do kosza, ale pomyśleliśmy, iż być może ktoś – oprócz nas – miałby ochotę posłuchać tych nagrań. ANDRZEJ WOJACZEK: Ludzie ciągle pytają o nowe rzeczy, a my od paru lat wciąż grzebiemy się w przeszłości. Musimy ją najpierw jakoś ujarzmić, sprawić, by przestała nam zaprzątać myśli. Zebranie tych wszystkich niewykorzystanych dotąd piosenek, interesujących demówek, remiksów w jednym miejscu jest – myślę – dobrym pomysłem.
Wnosząc po usłyszanych przed chwilą próbkach, możemy spodziewać się szerokiego spectrum materiału. AW: Zależało nam na zaprezentowaniu wszystkiego, co – w naszym odczuciu – posiada jakąś wartość. Zdaję sobie sprawę, że w ogromnej części jedyną wartością tego materiału jest wartość sentymentalna, wspominkowa. Musisz pamiętać, iż pierwsze numery pisaliśmy, mając 9-12 lat. To były naiwne, zabawne próby stworzenia czegoś własnego, ale właśnie z powodu tego dziecięcego podejścia do „twórczości” warto im się bliżej przyjrzeć.
Nie korciło was, żeby jakoś „oszlifować” ten materiał? Uwspółcześnić go? AW: No co ty? Przecież to kompletnie mijałoby się z celem. Jeśli podczas słuchania wczesnych demówek będziesz się tarzał ze śmiechu – to dobrze. Jeśli będziesz zniesmaczony poziomem wykonawczym – też dobrze. Tacy wtedy byliśmy. Każdy wiek ma swoje prawa. RAFAŁ WOJACZEK: Nie znaliśmy dokładnie akordów, ale już pisaliśmy własne piosenki. AW: Nie wstydzę się tych czasów. Spójrz na dzisiejsze dwunastolatki: komputery, esemesy, ipody. To wszystko pochłania ich bez reszty. Coś tracą, a najsmutniejsze jest to, że – jak mówi Marek – nie mają poczucia żadnej straty. Jaki okres obejmuje antologia? AW: Pierwsze piosenki zaczęły powstawać już w 1994 roku. Prawdziwy ich wysyp nastąpił w latach 96-98. Gdzieś tak do początków 2000 roku pisaliśmy jeszcze z myślą o Bezimiennych. Potem uformował się nowy skład, zaczęliśmy tworzyć inny repertuar, posypały się solowe płyty, projekty poboczne. Stąd myślę, że lata 1994-2000, to przedział, w którym mieszczą się zebrane nagrania.
Porozmawiajmy jeszcze o zawartości boksu: według jakiego kryterium ułożycie materiał? J.J.: Wiesz, na dziś mamy około 50 kawałków, a ich liczba pewnie się jeszcze zmieni. Chcieliśmy podzielić to wydawnictwo na cztery płyty: na jednej demówki i robocze szkice, na drugiej jakieś studyjne odrzuty, wczesne wersje, remiksy; na trzeciej drobnostki, fragmenty sesji, instrumentalne miniaturki. Czwartą płytę rezerwujemy na zapis tegorocznego spotkania w pełnym składzie, kto wie, może dorzucimy jakiś zabawny filmik. Zobaczymy…
Kiedy możemy spodziewać się premiery? J.J.: Czeka nas jeszcze masa roboty… RW: Trzeba to wszystko posegregować, w miarę sensownie ułożyć, zmiksować… J.J.: Chcielibyśmy się wyrobić do wakacji. Mieć to już za sobą i wreszcie zabrać się za coś nowego, świeżego.
Skoro już wybiegamy myślą w przyszłość… Czego jeszcze możemy się po was spodziewać w tym roku? AW: Wiesz, my zawsze dużo mówimy, obiecujemy (śmiech). W lipcu jedziemy w zagraniczne tournee z Abrahamem, chcemy je upamiętnić płytą koncertową. W planach mamy też nagranie niedokończonej suity z czasów Yeruzal. A potem czas na nową płytę Bezimiennych, no nie? . RW: Zwłaszcza, że mamy parę fajnych kawałków… J.J.: Zwłaszcza, że ostatni „premierowy” materiał ukazał się w 2002 roku…
|
|
|